Dziś jest ten dzień ….

Dziś jest ten dzień ….

Jeszcze ze dwie godziny i wyjeżdżam na spotkanie grupy terapeutycznej. Juz przed oczami mam jakiś pokój, krzesła ustawione w koło i kogoś kto będzie nam robił wykład. Moja depresja dziś się pogłębiła bo naprawdę nie chce mi się tam być…
Włączę jeszcze tą cholerną pralkę, dość mam słuchania, że nic nie robię i dom nie wygląda tak jak kiedyś .
To prawda, jest kiedyś i jest dziś… Mąż napisał dziś rano sms ” wziąłem z szafy ostatnie czyste spodnie”.

Wyświetla się trzydziestominutowy program, zmieniam na godzinę i minut czterdzieści. A niech się kotłuje, nie będę musiała wyjmować tych spodni i skarpet przed wyjściem z domu.

Nie próbuję szukać w szafie czegoś ” fajnego ” w co się
zmieszczę, po prostu mi się nie chce. Pojadę w tych legginsach i zarzucę tylko poncho. Wiecie, że wiele chorych osób ubiera się nieadekwatnie do pogody? Na przykład ubierają się ciepło gdy na dworze jest gorąco. Ja należę do tych osób, jakoś lepiej, bezpieczniej się czuję taka otulona tkaninami. Nie będę się malować.

Jadę … Zauważyłam, że poziom mojej depresji jest wprost proporcjonalny do częstotliwości włączania radia w samochodzie jak i dystansu jaki pokonuję z Molly na spacerach. Moje radio milczy a tak bardzo kiedyś lubiłam słuchać muzyki a nawet sobie podśpiewywać.

Rejestruję się w recepcji i sympatyczna pani wskazuje mi drogę. Głęboki oddech i tłumaczę sobie, że to tylko godzina i dam radę. Wchodzę do pokoju numer 3 i zajmuję krzesło najbliżej drzwi wejściowych, dla mnie wyjściowych.

Wcale nie ma koła z krzesłami a jest półkole i naprzeciwko jedno krzesełko, pewnie dla terapeuty.

Są cztery panie i trzech panów, średnia wieku chyba osiemdziesiąt lat. Ale są miłe, pytają się jak mam na imię i jak się dziś czuję.
W Ameryce jestem Margaret bo mam dość literowania swojego imienia choć jego brzmienie w ustach Amerykanów jest śmieszne i każdy wypowiada go inaczej. Ostatnio nie jest mi do śmiechu i twardo mówię Margaret.

Wchodzi facet koło pięćdziesiątki i przedstawia się jako doktor Joe. Prosi abyśmy się przedstawili i powiedzieli kilka zdań o sobie. Ale trafiłam !
Zaczynam pierwsza bo siedzę przy samych drzwiach.
image
Jest zegar na ścianie, uff już minęło 10 minut bo Joe się spóźnił.

„Mam na imię Margaret i mam depresję. Jestem tu ponieważ nie lubię tego stanu i chcę z tego wyjść i dlatego tu jestem” ,wyrecytowałam dość szybko nie robiąc pauzy po ” jestem”. Po prostu kropka aby nie oczekiwał więcej.

Kiedy wszyscy wszystkim się już przedstawili to Joe każe nam położyć ręce na kolanach, zamknąć oczy i oddychać.
Dobrze, że przypomniał o oddychaniu bo bym zapomniała, ironizuję 🙂 Gasi światło.

Minął jakiś czas, podobno 10 minut i Joe patrzy na mnie. O Matko, po co ja wybrałam to krzesło, przecież ostatnie jest tylko trzy metry dalej…
„Co Ci mam powiedzieć” pytam widząc jego oczekujący wyraz twarzy. Co czułaś ? Joe odpowiada.
„Nic” mówię. Zupełnie nic ? Pyta Joe. ” dokładnie nic ” odpowiadam.

Teraz Joe pyta się mojej koleżanki obok.
Spotkania grup terapeutycznych mają taki niepisany kodeks etyczny ,że co kto mówi w trakcie spotkania nie ” wychodzi” poza mury mimo,iż i tak nie wiadomo kogo dotyczyłby nasz komentarz. Jest jak jest i szanuję to. Możemy natomiast mówić o własnych doświadczeniach i o tym co mówi terapeuta.
O co chodziło w tym milczeniu w ciemności ? Dziś to rozumiem ale wtedy było to dla mnie za przeproszeniem idiotyczne przedstawienie.
Jeszcze tak kilka razy musieliśmy wszyscy oddychać przy zgaszonym świetle ale to było na tyle dobre, że czas szybciej leciał.
Oczywiście się nie przyznam, że w głowie mam ” co ja tutaj robię ” i że to pranie na jedną godzinę i 40 minut odbywa się w temperaturze 90 stopni.
Adrenalina poszła do góry, ciśnienie też bo czuję piekące policzki. Jest mi gorąco ale na szczęście słyszę jak Joe mówi ” do zobaczenia za tydzień „. Koniec !
image
 

Miła koleżanka odprowadza mnie do auta, chce dodać mi otuchy i wyjaśnia, że przychodzi tu już ponad rok. Otuchy to mi akurat tym nie dodała…

Molly dziś wieczorem miała wyjątkowo krótki spacer a do pralki dziś nie zajrzę bo chcę przespać tę noc.
Z drugiej strony to ciekawe jak teraz te męża spodnie wyglądają. Na ciekawości się skończyło.

Kładę się spać, przed oczami mam koleżankę z lewej strony, która pokonuje około 20 mil aby pooddychać sobie razem z Joe i innymi i powiedzieć jak jej się ten proces oddychania podobał.
Tragedia. Na szczęście pigułki nasenne zaczynają działać.

Napisano w Kartka z pamiętnika Tagi: , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*