Hello,mam na imię Margaret

i jestem chora, może nie będzie potrzeby mówienia, że jestem chora, może to będzie inaczej..

Hello,mam na imię Margaret i jestem tu ponieważ cierpię na depresje..

Nic mi nie pasuje, nic o tym nie wiem. Kto tam będzie ? Malować się czy nie ? Co ja założę ? Od dłuższego czasu chodzę w legginsach, wyciągniętym podkoszulku po mężu i w klapkach typu japonki.
Amerykański standard. Zapomniałam nawet jakie mam ubrania w szafie,czy ja coś sobie ostatnio kupowałam ?
Zrzuciłam dres i wyciągnęłam z szafy jeansy rurki i jakiś top. W końcu wychodzę pierwszy raz od dawna do ludzi tak oko w oko.

I tu kolejna porażka, nie ma szans abym ten guzik dopięła mimo dużej ilości dodanego stretchu.
W dodatku w koszulce typu top moje ramiona wyglądały jak u misia i wszystko falowało, wylewało się. Naprawdę to była dla mnie rozpacz.

Tracisz w depresji poczucie czasu, nie masz ochoty na szpilki, sukienki, w ogóle nie masz ochoty fajnie wyglądać.
Mnie dopadały wilcze ataki głodu, tak silne, że nawet nie kładłam jedzenia na talerzu, nie było na to czasu, głód nie pozwalał.

Także siedząc w domu (bo przecież straciłam prace ) pospiesznie i na stojąco połykałam swoje posiłki przybierając w ten sposób znacznie na wadze. Nie pamiętam kiedy ostatnio się umalowałam, kiedy włączyłam muzykę w aucie, telewizor. Bardzo chciałam być sama i nie wychodzić w ogóle z domu. Czasami tylko zrobiłam zakupy spożywcze a z Molly wychodziłam po zmroku aby nikogo z sąsiadów nie spotkać.

Zapytasz się o moich przyjaciół ?

Właściwie nie mam ich tu w USA. Przyjacielem moim jest na pewno mój syn ale nie należę do matek, które dzielą się wszystkim ze swoimi prawie dorosłymi dziećmi, może gdybym miała córkę … On wie, przez co przeszłam ale do końca nie wie co przeżywam. Nie chcę go martwić,chcę aby skupił się na swoich studiach a rozmawiając z nim staram się zachować pogodną postawę.

Tu w Ameryce trudno jest zaprzyjaźnić się z Amerykanką, kompletnie inna mentalność. Mam jedną przyjaciółkę Matyldę tu gdzie mieszkam ale widujemy się rzadko. Nie są tak pielęgnowane tu przyjaźnie jak pamiętam z czasów gdy mieszkałam w Polsce. Tu jest jeszcze mniej czasu. Wiecznie praca, pośpiech, spłacanie kart kredytowych, kredytu na dom itd.
Mam jedna przyjaciółkę w pełni tego słowa,którą bardzo kocham i jest Ona w Polsce. Jagoda jest dla mnie jak siostra i rozmawiam z Nią prawie codziennie. Jest starsza ode mnie i wiele mogłam się nauczyć od Niej ponieważ jest niezwykle mądrą i dobrą osobą. Jedyną, która wie o mnie wszystko. Przyjacielem moim jest też mój tata,którego też bardzo kocham.

Miałam kilka koleżanek tu w Stanach ale o tym później w ” toksycznych relacjach „.

Powoli zaczynam oswajać się z myślą o terapii grupowej, wciąż nie mam do niej pełnego przekonania. Moja pani psycholog Thu mówi,ze pomogła ona wielu pacjentom. Ok już tam pójdę. Przede wszystkim ponieważ Jej obiecałam. Najwyżej nie będę się w ogóle odzywać. Przecież nikt mnie nie zmusi do gadania. Plan ewakuacji też już sobie opracowałam, wyjdę niby do toalety….
image

Napisano w Kartka z pamiętnika Tagi: , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*