Kolejne kartki z pamiętnika

Depresja i joga

Depresja, kolejna próba psychoterapii grupowej i joga.

Depresja moja wciąż się pogłębia. Nie wychodzę prawie z domu, czuję ogromną niemoc, dla której nie mam wytłumaczenia. Tabletki przepisane przez lekarza zaczynają działać tak jak powiedział, po pewnym czasie.

O tyle jest lepiej, że nie mam już lęków, ataków paniki i potrafię skupić się na czytaniu. Telewizora i radia wciąż nie lubię, kocham tą ciszę, ja i moje myśli….

Doktor Thu jak obiecała tak zrobiła, zapisała mnie na grupę terapeutyczną, podczas której mam się dowiedzieć więcej na temat depresji oraz ma mi ona pomóc wyzdrowieć.
Z optymizmem przyjęłam tą propozycję ponieważ tliła się w mojej świadomości iskierka nadziei a niewiedza na temat choroby dołowała mnie.

Wyjdź z domu, mówiła Thu, jeśli Ty sama nie będziesz chciała zawalczyć z tą chorobą to nikt i nic tu nie pomoże.
Musisz chcieć, powtarzała do znudzenia.

Nie umiem naprawdę wytłumaczyć jaka to siła zatrzymuje mnie w domu, izoluje od otoczenia, nie pozwala odbierać telefonów. Umiem tylko powiedzieć, że w pewien sposób jest mi tak dobrze, czuję się bezpiecznie zamknięta w domu. Ja i Molly tylko.

Thu dzwoni do mnie ponieważ napisałam Jej pewnego dnia rozpaczliwy email gdy ogarnęło mnie poczucie beznadziejności. ” Wspominałaś, że lubisz ćwiczyć. Może poszłabyś poćwiczyć yogę, sprawdzałam i jest klub w twojej okolicy”. No i obiecałam, że pójdę i wiem, że mnie z tego rozliczy…

„Ale jeden krok w jednym czasie”, wciąż mi powtarzała. ” Idź wpierw na spotkanie grupy a potem do klubu na pierwszą klasę yogi”. Wiedziała co mówi.
Osoby w depresji nie mogą mieć do wykonania dwóch zadań w jednym czasie ponieważ z jednym już mogą mieć problem a ich większa ilość może spowodować zaniechanie wszystkich. Wszystkich to znaczy nawet dwóch.
Thu miała nadzieję, że wysiłek fizyczny ureguluje poziom hormonów w moim organizmie i wyzwoli te wpływające na dobry nastrój. Miała rację.

Pierwszy krok dziś, jadę na spotkanie grupy terapeutycznej. Tym razem pokój wygląda inaczej, nie ma krzesełek w półokrąg postawionych ale jest długi stół z krzesłami, tablica i duża grupa ludzi w tym terapeutka Mary.

Z osób obecnych większość jest kobiet. I młodych około lat dwudziestu i takich już dojrzałych pań.

Każdy się po kolei przedstawia i to jest dla mnie sytuacja stresująca bo wolałabym być tam duchem.

Szybko prezentuję swoją regułkę zachowując sobie prawo do dalszego milczenia, jakie każdemu tu przysługuje.
Przyglądam się tym wszystkim kobietom i zaczynam moją ich ocenę. Terapeutka prowadzi wykład dotyczący naszych negatywnych myśli, taki tego dnia temat spotkania.
Gdy Mary coś tam opowiada ja skupiam się na uczestnikach. Czy one nie przesadzają z tą chorobą bo jak można cierpieć na depresję i mieć nienaganny manicure, makijaż i szpilki.

Pod stół też zajrzałam. Na dodatek jak można wybuchać śmiechem na dowcipne riposty kolegi obok mnie. Co one tu robią ?? To jakieś nieporozumienie i ta grupa to chyba nie dla mnie. Mnie to wszystko nie śmieszy… „Margaret, czy wszystko jest z Tobą ok „? Pyta Mary zauważając, ze wiercę się na krześle.
Ok, odpowiadam i staram już się skupić na wykładzie.

Negatywne myśli, chore, przerobione przez nas z tych nieszkodliwych. Wpadające do głowy, w której otrzymują taki wymiar i brzmienie jakie my chcemy aby miały. Oddziałują na nasze reakcje, zachowanie i odczucia.
Słucham uważnie i pogrążam się w wydarzeniach ostatnich kilku miesięcy. Na ludziach, którzy mnie skrzywdzili i na moim cierpieniu, które doświadczyłam i wciąż doświadczam.
Łzy napływają same do moich oczu i spływają po moich policzkach. Ktoś podaje mi chusteczkę, dziękuję ale spazmy ogarniają moje ciało i szarpią moją duszę.
Opanuj się wariatko ! Mówię sama do siebie. Nie mogę, nie mogę przestać płakać, chwytam torebkę, mowię przepraszam i wybiegam na korytarz.
Oby szybciej, oby jak najdalej z tego miejsca. Mary wybiega ze mną. ” Co się dzieje, czy masz myśli samobójcze, czy chcesz się w jakiś sposób skrzywdzić lub kogoś „? Pyta mnie zaniepokojona. Ja po prostu nie mogę tu być i chcę już jechać do domu, wyduszam z siebie.

Fiasko, porażka, nic mi się nie uda, nie będzie już lepiej. Ja to wiem !

Kolejne dni bezsilności w domu, egzystencja bez celu.
Patrzenie na zegar.
Czemu ten czas tak wolno biegnie?
Kiedy będzie szaro i będę mogła zaszyć się w mojej sypialni, łóżku…?

Nazajutrz dzwoni Thu, chyba już ma informację, że kolejny raz zawaliłam terapię.

Rozmawiamy dość długo, nie pamiętam jakich argumentów użyła ale obiecałam Jej, że jutro pójdę na zajęcia yogi.
I oczywiście z tego mnie rozliczy, może nawet raz jeszcze zadzwoni.
Jeśli bym nie poszła to wiem, że byłaby bardzo smutna. Zrobię to dla Niej, obiecałam.
Wchodzę na stronę yoga club, który jest dwie mile od mojego domu. Wybieram klasę przed południem bo tylko wtedy mam jeszcze trochę energii i jeszcze się sama nie zdążę swoimi myślami zdołować.

Wyjeżdżam 40 minut wcześniej ponieważ zawsze jest jakiś proces rejestracji, zapytania o choroby i inne dane.
Oczywiście wybrałam zajęcia z hot yogi czyli takiej, którą ćwiczy się w temperaturze 34 stopni Celsjusza przy dużej wilgotności. Nigdy nie uczestniczyłam w takich zajęciach wcześniej, słyszałam tylko, że nie każdy da radę.

Nie jestem psychologiem ale myślę, że potrzebowałam jakiegoś bólu, zrobić coś niemożliwego, chciałam zaciskać zęby, cierpieć fizycznie….

Dałam radę, ćwiczyłam jedną godzinę.
Pot spływał po całym moim ciele, brwi nie potrafiły go zatrzymać także co chwila wycierałam swoje oczy.
Radość jaką odczuwałam jest nie do opisania, czułam,że oczyszczam swoje ciało a przede wszystkim swoją duszę, o której w czasie yogi wspominała nauczycielka.

Ciało, świadomość i duch – wszystko było u mnie jednością i to niesamowite szczęście, które dało mi nieziemską wtedy moc…
image
Gdy wracałam w radio śpiewała Rihanna.
Jutro też przyjadę, będę tu codziennie bo nie pamiętam takiego stanu od dawna. Porównać mogę do niego tylko stan ogromnego zakochania się 🙂

Bedzie dobrze, będę zdrowa, wynalazłam dla siebie lek na depresję ! Tak piszę w email do mojej kochanej doktor Thu.

Napisano w Kartka z pamiętnika Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*